Irytacja – level 101.

12 12 2012

Papel-de-Parede-Meme-Jackie-Chan_1366x768Szczerze mówiąc, nie należę do grupy ludzi, którzy wyparli się telewizji (na rzecz swojej ultra alternatywnej osobowości, lub po prostu zastąpili ją internetem), chociaż faktycznie ostatnio oglądanie tv zajmuje mi znacznie mniej czasu, niż kiedyś. Z drugiej strony nie ma co ukrywać – czasami lubię zmienić się w zombie na kanapie przez telewizorem… Nietrudno też jest się  domyślić, że nie jestem typem człowieka, który unika przerw reklamowych (pytanie: czy to z lenistwa, czy faktyczne z zainteresowania reklamą?:) ). I w tym miejscu dochodzimy do tematu, o którym chcę dziś napisać – reklamy tv, które osiągnęły 101. level w irytowaniu mnie swoją treścią. Rzecz jasna podchodzę do tematu z przymrużeniem oka, ale jednak coś w tym jest…

1. Vibovit – literki żelki

No tak… Wszystko ładnie, wszystko fajnie – rodzinna atmosfera, słodki dzieciak,  niczego sobie pani mama, ale przekaz jest jeden:
Nie faszerujesz się Vibovitem? – ZGINIESZ MARNIE (jak dinozaury)! 

2. Almette – ‚zagęstniki’

Dobra, może się czepiam – albo blog, to blog – będzie subiektywnie! Rodzinka na pikniku. Przez większość czasu trwania reklamy córka zadaje pytania (chyba) tacie o zagęstniki, barwniki i konserwanty. W między czasie oglądamy serek Almette – jak smakowicie jest nabierany z pojemnika i rozsmarowany na kromce chleba… I teraz miksujemy obraz z dźwiękiem – serek almette + słowa takie jak zagęstniki, barwniki, konserwanty – jak dla mnie strzał w stopę. (btw. reklama sama w sobie jest irytująca agrrrr!!!)

3. Reklamy związane z wyłączeniem telewizji naziemnej.

Oczywiście najłatwiejszym celem do upolowania, w tej kwestii, są osoby starsze, które najnormalniej w świecie obawiają się wszelkich zmian i nie radzą sobie z czymkolwiek związanym z technologią. Sprawa jest dosyć poważna, bo zamiast zrobić użyteczną, merytoryczną i atrakcyjną reklamę – oglądamy robienie ze starszych ludzi kretynów. WTF? Co to ma znaczyć, że „dziadek ogląda telewizję na zapas, bo mu wyłączą”?! Albo „jak wymienisz telewizor na specjalny, dostosowany do polskich potrzeb model Samsunga, to Twój serialowy doktor będzie przystojniejszy”… Rozumiem, że temat jest ciężki i skonstruowanie dobrego komunikatu było dla agencji super wyzwaniem, jednak wielka szkoda, że reklamowcy poszli na łatwiznę…

Jestem przekonany, że to nie ostatni wpis związany z irytacją level 101, wywołaną ‚błyskotliwymi’ reklamami. Tymczasem idę łyknąć Vibovit, bo mam złe przeczucia przed 21 grudnia 2012 🙂

btw. polecamy wyniki Chamletów 2012: http://www.joemonster.org/art/21686/Chamlety_2012_rozdane_oto_najgorsze_polskie_reklamy

Piotr Sztompke

Reklamy




Co nam przyniesie technologia NFC?

21 11 2012

Coraz więcej urządzeń mobilnych, takich jak smartfony i tablety jest wyposażona w technologię NFC (Near Field Communication, czyli Komunikacja Bliskiego Zasięgu). Krótko mówiąc jest to technologia umożliwiająca przekazywanie danych metodą zbliżeniową. Taki proces może odbywać się w kierunkach:

  • urządzenie <–> urządzenie
  • czytnik <–> urządzenie
  • etykieta NFC –> urządzenie

Technologia NFC kojarzy się głównie ze zbliżeniową płatnością (urządzenie – czytnik). I słusznie, bo to chyba pierwsze zastosowanie tego rozwiązania. Osobiście miałem styczność z NFC w dosyć hardkorowych warunkach zakupowych, a mianowicie na tegorocznym Przystanku Woodstock. Żeby lepiej to nakreślić opiszę, jak przebiega tam proces zakupu np. jedzenia, czy piwa. Stoisz w gigantycznej kolejce,żeby zakupić żeton, który wymieniasz na jedzenie/piwo. Szukanie w portfelu odpowiedniej kwoty, wydawanie reszty, „mogę być winna grosika?” – a czas leci… Ok, możemy iść po wyczekany obiad… Ale zaraz, zaraz do stoiska z jedzeniem prowadzi…. również spora kolejka. W „godzinach szczytu” wyprawa na obiad, lub po coś do pica zajmowała min. godzinę. W tym roku jeden z polskich banków na  Woodstocku zaproponował bardzo ciekawe i wygodne rozwiązanie. Można było nabyć sobie kartę zbliżeniową, która mogła być zasilana na miejscu poprzez wpłatę gotówki w punktach tego banku. Oczywistą oczywistością był fakt, że nabyłem taką kartę.  Za wszystko płaciliśmy zbliżeniowo, co zaoszczędziło nam mnóstwo czasu, nerwów i energii.

Jeśli chodzi o płatność dzięki NFC należy jeszcze zaznaczyć możliwość płacenia smartfonem! Posłużę się przykładem  zakupu biletów autobusowych/pociągowych właśnie przez tę technologię. Nie tracimy czasu na kiosk, kasy i kolejki (i panie z PKP:) ), tylko wsiadamy do autobusu/pociągu i jednym ruchem dłoni kupujemy bilet. Albo wyobraźmy sobie, jak sprawnie wyglądałoby przechodzenie przez bramki w metrze, gdyby nikt nie musiał szukać biletu i wyjmować karty miejskiej…

Ale nie zapominajmy, że NFC to nie tylko technologia usprawniająca płatności. To również przesyłanie danych między urządzeniami. Przykłady? Przesyłanie multimediów między smartfonami to kropla w ocenie możliwości. Wyobraźmy sobie, że przykładamy smartfona do drukarki z NFC i jednym ruchem dłoni przesyłamy oraz drukujemy potrzebne nam materiały. Kolejnym przykładem może być przesyłanie danych z komputera na stmartfona. Pomysłów na techniczne  rozwiązania wykorzystujące NFC jest ogrom i myślę, że wszystko zależy tylko i wyłącznie od naszej wyobraźni.

A co z wykorzystaniem NFC w marketingu?

W wyraźnym cudzysłowie napiszę, że sprawa wygląda podobnie, jak w przypadku QR kodów (o których już pisałem: „QR kody – co z nimi nie tak?”) z tym że jest bardziej zaawansowana. Przykładem może być świeża (bo z początku listopada) kampania* marki Red Bull promująca muzyczny event Red Bull Soundclash. Na nośnikach reklamy OOH, a dokładniej na 55-ciu przystankach autobusowych w Warszawie pojawiły się reklamy z etykietą NFC. Po zbliżeniu smartfona do reklamy, użytkownik zostaje przekierowany na mobilną stronę, gdzie może słuchać utworów i głosować na  zespoły rywalizujące w tym wydarzeniu.  Wniosek: za etykietą NFC powinien znajdować się atrakcyjny, użyteczny i adekwatny do sytuacji content!

Ale zastanówmy się też nad innymi rozwiązaniami. Tak z męskiego punktu widzenia wyobraźmy sobie, że wchodzimy do sklepu z ubraniami i czujniki NFC na bramkach wysyłają nam „plan sklepu” z cenami i promocjami poszczególnych produktów. Zakupy nie byłyby już tak skomplikowaną czarną magią 😉 Tę technologię można zatem wykorzystać w ciekawym prezentowaniu ofert i katalogów produktów, czy udzielaniem rabatów lub gratisów.

Co wiążę z technologią NFC? Oszczędzanie czasu i wygoda. Uważam, że  w niedalekiej przyszłości w naszych kieszeniach będą tylko smartfony. Nie będzie potrzeby noszenia portfela z gotówką i kartami, nie będzie potrzeby trzymania w kieszeni dokumentów, biletów transportu publicznego, czy biletów wstępu na koncerty itd. To wszystko zastąpi nam tandem SMARTFON + NFC.

Na deser:

Piotr Szotmpke





Masz 5 sekund – nie zmarnuj tego

12 10 2012

Dane dotyczące serwisu YouTube powalają na kolana. Około 72 godzin materiału video trafia tam w każdej minucie,  każdego dnia około 4 miliardów razy klikany jest przycisk „play” i 800 milionów unikalnych użytkowników – robi wrażenie, prawda? 

Nie trzeba być guru marketingu, żeby stwierdzić – „Aha! W tym jest potencjał! Trzeba go wykorzystać!”.  Jak wiadomo YouTube należy do imperatora sieci Google, który w swoim Google AdWords oferuję masę form reklamowych, w tym związanych z wiedo. Dziś na ruszt idzie forma z tak zwanej grupy reklam trueview – InStream (znany również pod nazwą pomijalnego prerolla). Jest to nic innego, jak wyświetlenie reklamy przed właściwym materiałem. Widz jest zmuszony do obejrzenia pierwszych pięciu sekund reklamy, po czym ma możliwość jej pominięcia. Dziś jest to najpopularniejsza forma reklamy na YouTubie (a jej stopień obejrzeń waha się od 20% do 50% – więc co by nie mówić, sporo!).

No właśnie, wyżej padło magiczne hasło pięciu sekund. To jest ten czas, kiedy podejmuję decyzję, czy chcę obejrzeć całą reklamę. InStreamy napotykam dosyć często, jednak niezbyt często oglądam całą reklamę. Czas przytoczyć klasyka(…z reklamy): Rany […] takie smuty, że aż zęby bolą… Potrzebuję ostrych wrażeń, żeby mi ten… Mózg zlansowało!”. W ciągu tych pięciu sekund nie powinienem się zorientować, że to reklama! Że ktoś chce coś mi sprzedać. W głowie w tym czasie powinna się pojawić wielka chmura z napisem „wow! Chcę to obejrzeć!”. Takiego efektu z pewnością nie wywoła u mnie nudna kreacja logo na „dzień dobry”. Przy reklamie nie zostanę również, gdy wprowadzenie (5 sekund!) jest monotonne – np. jedno ujęcie, powolna gra światła itd. Osobiście uważam, że reklama video na YouTubie niepodważalnie różni się od tej w tradycyjnej TV – dlatego też, nie przekonują mnie reklamy (na YT), w których narrator zaczyna opowiadać mi np. o plusach założenia konta bankowego w placówce X.

Korzystam z YouTube’a z dwóch powodów – rozrywka i pozyskanie informacji. Dlatego szukając teledysku, bądź jakiegoś kultowego hitu sieci chętnie obejrzę video pełne akcji, albo po prostu ciekawą historię w niekonwencjonalnej formie. (Obecnie moja ulubiona historia to reklama Heinekena nawiązująca do najnowszego Bonda). Gdy szukam konkretnych informacji, tym bardziej nie mam ochoty ukierunkowywać swojej uwagi np. na oprocentowanie lokaty w baku X. Reklama video w sieci musi być na tyle atrakcyjna, żeby ludzie sami chcieli ją oglądać! W dodatku reklama ma 5 sekund, żeby ich do siebie przekonać (oczywiście, jeśli mowa o trueview instream).

Autorze reklamy, dlatego masz 5 sekund, nie… zmarnuj tego! 🙂

autor: Piotr Sztompke