Dlaczego korzystamy z mediów społecznościowych?

28 12 2012

No właśnie… Dlaczego? Po co? – czyli kilka słów o naszej obecności w mediach społecznościowych, a wszystko to zainspirowane rodzinnymi dyskusjami przy rodzinnym stole 🙂

(Co prawda na fanpage’u New Media Follower  wspominałem o notce na temat konfliktu międzypokoleniowego w postrzeganiu social media, ale tę póki co odkładamy na później).

Wiele mądrych głów, tworzących polskie internety pisało w raportach o tym, dlaczego spędzamy całe godziny korzystając z mediów społecznościowych. Najczęściej wymieniane powody to podtrzymywanie relacji ze znajomymi, lub dbanie o wizerunek zawodowy w sieci. Ok, wszystko się zgadza, ale powiedziałbym, że taki tok myślenia jest trochę przestarzały i pochodzi z epoki Grono.net, Nk.pl, czy Fotki (oczywiście ze szczerym szacunkiem dla tych portali) i nijak się mają do współczesnych realiów social media.

Dziś w erze Foursquare’a, Twittera, Pinteresta, Facebooka i wielu innych portali będących ze sobą zsynchronizowanymi, na to wszystko powinniśmy patrzeć nieco szerzej. Ale po kolei… Nie wchodząc w psychologię i socjologię, niepodważalnym faktem jest to, że każdy buduje swój wizerunek, chcąc wyrazić siebie i swoją pozycję. Jedni noszą drogie zegarki i jeżdżą samochodem najwyższej klasy, inni siedzą w Starbucksie czytając niezależną prasę na sprzęcie z nadgryzionym jabłuszkiem, jeszcze inni schludnie ubrani udzielają się w Zarządzie Samorządu Studentów UW. Zmierzam do tego, że każde nasze zachowanie nas w jakiś sposób wyraża. Sytuacja z social media jest analogiczna do naszych zachowań w rzeczywistym świecie.

Jakiś czas temu pisałem o przenikaniu się e-świata z rzeczywistością w Facebook w naszym życiu, czy na odwrót?. Możemy uznać, że notka, którą właśnie czytasz jest uzupełnieniem tej wcześniejszej.  Wróćmy jednak to tematu – mamy dwa równoległe, w dużej mierze przenikające się światy. W obydwu nasze zachowania mają ten sam cel – kreacja swojej osoby. To co publikujemy na swojej ścianie, o czym tweetujemy i gdzie się checkinujemy, to buduje nasz wizerunek. Jest to wizerunek zarówno towarzyski, zawodowy, jak i szeroko ujmując społeczny.

Poszczególne czynności, jakie wykonujemy korzystając z social media są tym samym co dobór odpowiedniej marynarki do pracy, używanie danego modelu smartfona, czy noszenie przypinki ulubionego zespołu na klapie kurtki. Nie ważne, czy skupiamy się na utrzymywaniu kontaktów ze starymi znajomymi, lansowaniu swojego CV, czy angażowaniu się w akcje pomocy dla bezdomnych kotów – to wszystko służy kreacji naszej osoby. To z kolei jest niezaprzeczalnie ważną potrzebą każdego z nas – dlatego właśnie korzystamy z social media.

autor: Piotr Sztompke

Reklamy




Facebook w naszym życiu, czy na odwrót?

23 10 2012

Tym razem nie o reklamach, projektach crossmediowych, czy potencjale marketingowym drzemiącym sobie w portalach społecznościowych…

 

Obserwując naszą rzeczywistość i świat 2.0, coraz częściej napotykam sygnały, że granica między tymi światami w większej mierze się zatarła, bądź przestała mieć znaczenie. Dawniej, jeszcze kilka/kilkanaście lat temu, to co było w Internecie było „obce”. Nie ufało się treściom znalezionym w sieci i za wszelką cenę chcieliśmy zachować anonimowość – podanie danych osobowych, czy numeru telefonu było czymś bardzo niepożądanym.

Z biegiem lat coś się zmieniło… Adres mailowy z imieniem i nazwiskiem jest jak najbardziej wskazany w życiu zawodowym, bierzemy udział w konkursach, które wymagają od nas podania danych osobowych, rejestrujemy się na portalach społecznościowych, na których dzielimy się z Internautami dosłownie wszystkim.

Swoje myśli chciałbym pozbierać na przykładzie Facebooka, ale jestem pewien, że możemy je odnieść również do szerszych perspektyw.

Zacznijmy od tego, że wszystko co posiadamy, co myślimy i czujemy przenosimy do sieci. Istniejemy na Facebooku i funkcjonujemy używając swoich prawdziwych danych. Wrzucamy swoje zdjęcia, również te prywatne (wakacje z dziewczyną, impreza, czułe chwile z malutkim dzieckiem itd.), informujemy o statusie zawodowym, przedstawiamy historię swojej edukacji. Otaczający nas ludzie na Facebooku mogą dowiedzieć się, czy jesteśmy w związku, jaki charakter ma ta relacja itd. itp. etc. – krótko mówiąc przenosimy swoją całą osobę do świata wirtualnego.  Ok, więc tym sposobem przenieśliśmy tam świat rzeczywisty.

Z drugiej strony zauważyłem, że to co dzieje się w świecie rzeczywistym jest silnie zdeterminowane tym, co aktualnie dzieje się na Facebooku (i na innych portalach społecznościowych – rzecz jasna). Zacznijmy od tego najprostszego i najbardziej oczywistego aspektu… Spotykamy się ze znajomymi na piwo,  a punktem wyjścia do rozmowy jest właśnie… Facebook.
Kto zmienił status związku, kto udostępnił śmieszne zdjęcie, „kim był ten dureń, który tak skomentował Twój wpis o…?”, „pamiętacie jak wstawiłem posta o….?” – o tym się rozmawia. Warto też zauważyć, jak wiele miłosnych związków rozpada się i powstaje dzięki temu co dzieje się na Facebooku. Tu powstaje też wiele konfliktów, które swoje początki mogą mieć np. w rozbieżności zdań uwzględnionych w komentarzach…  Uważam, że Facebook ma ogromny wpływ na nasze życie towarzyskie.

Idąc dalej tym tropem – organizujemy spotkanie ze znajomymi, imprezę, koncert, event kulturalny – to „wydarzenie” na Facebooku stanowi główne źródło informacji przydatnych zarówno dla uczestników, jaki dla organizatora. Kto z kim przyjdzie, o której wpadnie na domówkę, czy jak przyjdzie ubrany – tego dowiadujemy się z Facebooka!
„Ooo,  obecność na koncercie w moim klubie zgłosiło dwa razy więcej publiczności niż się spodziewałem, muszę uzupełnić braki na barze” – rzekł manager klubu oglądając stronę nadchodzącego wydarzenia, co przyczyniło się do wprowadzenia pewnych zmian w świecie rzeczywistym.

Kolejnym przykładem, którego pominięcie byłoby niewybaczalnym grzechem, są wszelkiego rodzaju e-inicjatywy społeczne, które swój finał mają w rzeczywistości. Najgłośniejszymi były chyba demonstracje związane z ACTA i ta dotycząca przeniesienia krzyża z Krakowskiego Przedmieścia do kościoła. Przyczyną tak  ogromnego zrywu były oczywiście wydarzenia na Facebooku, które zaangażowały ludzi drogą wirusową.

Życie toczące się na Facebooku ma ogromny wpływ na rzeczywistość…

Takich luźnych myśli związanych z niezmierzonym wpływem świata wirtualnego na rzeczywistość moglibyśmy sobie wyliczać w nieskończoność… A ja tymczasem chciałbym zasugerować, żebyśmy zastanowili się nad tym wszystkim. Nie uciekniemy od zmian, które przynosi nam przyszłość (nawet ta najbliższa)… Dwa światy, o których wyżej pisałem będą zlewać się coraz bardziej. Ale najważniejsze jest w tym wszystkim, żeby nie utracić własnego, rzeczywistego JA. Nie możemy zapomnieć, że są ciekawsze i bardziej wartościowe tematy do rozmowy i zajęcia, niż te które podsunie nam Facebook. 

Wiem, wiem: „i kto to mówi?” – Internet, mechanizmy rządzące światem 2.0 mogą być pasją, możne nimi i w nich żyć, ale jeszcze raz podkreślę, nie można zatracić własnego rzeczywistego ja z głową na karku!





Geomarketing – u nas bez zmian…

4 09 2012

Tym razem słów kilka o tym, jak bardzo jestem zawiedziony poziomem polskiego geomarketingu na przykładzie serwisu Foursquare.

Pewnie większość z Was wie czym jest Foursquare, a część nawet aktywnie go używa. Jeśli tak jest to zapraszam do następnego akapitu. Dla tych, którzy jednak mrużą oczy ze zdziwienia: jest to portal społecznościowy polegający na powiadamianiu swoich znajomych o aktualnej lokalizacji (ciekawe miejsce, pub, klub, park,
lotnisko itd.) Każdą taką aktywność można skomentować, udostępnić na Facebooku, czy nawet uatrakcyjnić zdjęciem. Kolejną opcją są tzw. tipy – widoczne publicznie komentarze dotyczące danego miejsca. Powiedziałbym, że to są takie krótkie opinie. Idziemy dalej – elementem rozrywki jest zdobywanie badge’ów (odznak) za check-in’owanie się w określony sposób (np. kilka check-inów w ciągu tygodnia w różnych miastach daje nam badge’a podróżnika). Użytkownicy mogą również zostać Mayorem danego miejsca (jeśli są osobą najczęściej się tam check-in’ującą). Ale właśnie o marketingowym potencjale i arcymistrzowskim niewykorzystaniu go zamierzam pisać dalej.

Skoro już wiemy czym jest Foursquare przejdźmy do geomarketingu – czyli wszelkich działań marketingowych związanych z geolokalizacją. W styczniu 2011 na portalu Webhosting.pl Paweł Gazda zmieścił wpis o przybyciu do Polski nowego trendu – geomarketingu. Mamy drugą połowę roku 2012 – w świecie 2.0 jest to szmat czasu na rozwój czegoś nowego i zarażenie tym innych. Tymczasem tak jak niecałe dwa lata temu marketing oparty na geolokalizacji w Polsce raczkował, tak nadal raczkuje.

Ale po kolei… Najpierw nakreślmy sobie potencjał marketingowy, który drzemie w serwisie  Forusquare – czyli kilka słów o tym, jak firma,  bądź lokal niewielkim kosztem może wykorzystać Foursquare’a, jako świetne narzędzie marketingowe.  Po wstępnym rozeznaniu i konsultacją z Wojciechem Gajewskim (Foursquare Polska) szacuję, że polski użytkownik ma średnio 15-30 znajomych. To właśnie do tych znajomych trafia informacja (czyli zazwyczaj najprostsza reklama) o danym miejscu, gdy taki użytkownik się w nim zacheck-inuje. Ale dlaczego miałby to robić? Punkty lansu wśród najbliższych nie wystarczą i niebawem się znudzą! Potrzebne są Speciale! To musi być korzyść dwustronna. Dane miejsce powinno dać coś w zamian – czy to będzie zniżka na piwo w pubie, czy darmowy napój, albo deser w kawiarni, bądź kupon rabatowy itd. itp. Taki bonus nic nie kosztuje, a stanowi ogromną zachętę do podzielenia się (patrz: reklamowania, promowania) danym miejscem ze swoimi kilkunastoma/kilkudziesięcioma znajomymi. Co więcej może być zachętą do przyprowadzenia  ze sobą grupy przyjaciół (patrz: przyciągnięcia nowych klientów).
W ten sam sposób działa możliwość zdobycia tytułu Mayora – który jest po prostu wiernym i lojalnym klientem – dlaczego do cholery lokale takowych nie doceniają?! To przecież działa na zasadzie elementów programu lojalnościowego (w którym klient otrzymuje bonus za lojalność!). Dlatego też opłaca się go prowadzić nawet dla niewielkiej grupy swoich klientów (zyski i tak będą wyższe niż koszty nagradzania klienta)…

Na mapie Warszawy doliczyłem się… 16 miejsc posiadających oferty specjalne dla zacheck-inowanych. Trochę mało jak na stolicę, hm?

Zdobycie nowych klientów, utrzymanie stałych,  kreowanie pozytywnego wizerunku, wirusowa reklama, dotarcie do grupy docelowej, zdobywanie popularności wśród dotychczasowych użytkowników – to tylko niektóre korzyści związane z potencjałem geomarketingowym.

Sceptycy krzykną: „Fousquare nie jest przystosowany do polskiego rynku!” – eee tam, gadanie. Brak polskiej wersji językowej nie przeszkadza, bo język tego serwisu jest dosyć prosty, hasłowy a sam design intuicyjny. Wymaga GPS, ale  z dnia na dzień przybywa użytkowników smartfonów z mobilnym internetem i nawigacją. Jedynym rozsądnym argumentem może być niewielka liczba użytkowników.

Uważam jednak, że:

  • po pierwsze: lepiej jest włożyć odrobinę pracy i mieć jednego stałego, lojalnego klienta, który swoją postawą i opiniami pozytywnie wpływa na wizerunek naszej firmy. (niż siedzieć z założonymi rękami i „eeee bez sensu…”
  • po drugie ludzie dostrzegając korzyści płynące z Foursquar’a, właśnie dla nich stają się jego użytkownikami (a co za tym idzie – lojalnymi klientami)

I na zakończenie mapka Foursquare’a. Spójrzmy na zachód… Same Check-iny… A to wszystko kończy się na granicy… No jakiego kraju? 🙂

Niestety jest to mapa z 2010 roku, ciekawe ile zmieniło się przez te dwa lata…

autor: Piotr Sztompke