Fotografia instant

27 08 2012

Nie ukrywam, że memy typu „Kup sobie lustrzankę i mów, że jesteś fotografem”, lub „Załóż fanpage: imię, nazwisko photography – mów, że jesteś profesjonalistą”, wywołują u mnie lekki uśmiech. Z drugiej strony jako fan nowych rozwiązań technologicznych nie mam żadnych „ale” do wykorzystywania ich w celu ułatwiania sobie życia. Z trzeciej strony, (chyba) jestem pewien, że wyraz artystyczny można dać zarówno skrupulatnie ustawiając wszystkie funkcje Zenita, jak i wybierając odpowiedni filtr w RetroCamerze na naszym smartfonie… I takie właśnie luźne przemyślenia plus kilka ciekawych artykułów skłoniły mnie do napisania tego tekstu.

Zacznijmy od początku… Przenosimy się do paleolitu, gdzie mamy malowidła na ścianach jaskiń, nieco później mozaiki, hieroglify, zdobienia przedstawiające mitologiczne wydarzenia. Następnie średniowieczne obrazy, portrety królów oraz dostojników. W między czasie pojawiła się camera obscura pozwalająca udoskonalić malarstwo dzięki możliwości analizy perspektywy. Nagle w roku 1826 Joseph Niepce odtwarza widok ze swojej pracowni, urządzeniem nazwanym aparatem fotograficznym. W 1888 roku firma Kodak sprzedawała już swoje aparaty używając sloganu „Ty naciskasz przycisk, my robimy resztę”. Historia fotografii toczy się aż do dziś, udoskonalając przez lata techniki i urządzenia służące do coraz szybszego utrwalania poszczególnej chwili w rzeczywistości! I o to w tym wszystkim chodzi. Zauważmy, że od samego początku techniki utrwalania rzeczywistości dążą do uproszczenia całego procesu. Nietrudno zauważyć, że fotografia zmierza do pewnego rodzaju natychmiastowości, do bycia instant. Dlaczego? A dlatego, że to jest między innymi kierunek wyznaczony przez świat 2.0… Kierunek, którego nie unikniemy. Ale na tym nie koniec – dziś równie ważna co czas produkcji (w tym przypadku zrobienia dobrego zdjęcia) jest dystrybucja (w tym przypadku publikacja). I to jest powód dla którego aparaty cyfrowe już odchodzą do lamusa. Nadeszła era smartfonów i iPhone’ów. Dlaczego? Nic prostszego. Dzięki aplikacjom ze świetnymi filtrami (Instagram, czy chociażby RetroCamera) użytkownicy mogą robić naprawdę dobre i ciekawe zdjęcia. Co więcej bez trudu możemy poprawiać ich jakość.

Drugim powodem jest możliwość błyskawicznej (wyżej wspomnianej) dystrybucji – opublikowania fotografii gdziekolwiek w sieci. Dzielenie się, share’owanie to przecież podstawa współczesnych mediów, z których codziennie korzystamy! Uważam, że to drugi powód jest determinantem zjawiska odchodzenia od klasycznych cyfrówek w stronę smartfonów.

Czy zdjęcie zrobione smartfonem/iPhone’em może być profesjonalne? I tu zaczyna się dyskusja. Osobiście uważam, że jak najbardziej może! Zaczynijmy od  dosyć dziwnego pomysłu (aczkolwiek świetnie wpisującego się w kierunek zmian świata 2.0) – możliwości zamontowania obiektywów Canona, lub Nikona do iPhone’a. Kolejnym przykładem może być fotoreportaż o rewolucjach arabskich Corentin Fohlen (jego zdjęcia zdobywają prestiżowe nagrody), całkowicie zrealizowany dzięki iPhone’owi. I oto właśnie chodzi zarówno we współczesnym dziennikarstwie, czy zwyczajnej rozrywce polegającej na robieniu zdjęć ! Uchwycenie chwili w dobrej jakości, ewentualnie nałożenie ciekawego filtru podkreślającego jej wyraz i natychmiastowe opublikowanie jej całemu światu.

Na koniec chciałbym podkreślić, że podstawowy cel zostaje ten sam, co przy malowidłach skalnych – uchwycenie danej chwili i jej atmosfery zaistniałej w rzeczywistości. Zmienia się tylko technika realizacji tego celu i sposób rozpowszechniania jej efektów.

Celowo nie poruszyłem kwestii kto jest artystą, kto dziennikarzem, kto fotografem, a kto po prostu robi zdjęcia… Uważam, że w świecie 2.0 granice między tymi określeniami przestały mieć jakiekolwiek znaczenie…

[edycja 02.09.12: http://www.fotopolis.pl/index.php?n=15489&samsung-galaxy-camera – Samsung zaprezentował swój nowy produkt Galaxy Camera. Polecam zerknąć pod ten link w ramach podkreślenia kierunku fotografii, o której pisałem powyżej. ]

autor: Piotr Sztompke

Reklamy




Kulinarny pojedynek, marketingowe zwycięstwo

21 08 2012

Niewątpliwie kulinarna kampania reklamowa sieci sklepów Lidl była jedną z głośniejszych i ciekawszych akcji marketingowych w Polsce w ostatnim czasie. Istnieje przeświadczenie, że efektywna reklama powinna być innowacyjna i niekonwencjonalna. Musi wychodzić poza schemat…  Tymczasem Lidl serwuje nam kampanię o bardzo prostym wzorze:

zasadzenie ziarna niepewności  –>  okres pobudzania wyobraźni –> finał akcji + (najważniejsze)  kontynuacja przekazu na wielu kanałach komunikacji.

Ale zacznijmy od początku. W lipcu na ulicach pojawiły się  billboardy z wizerunkiem dwóch kucharzy Pascala Brodnickiego i Karola Okrasy. Jedyną informacją, którą mogliśmy uzyskać z tych reklam była zapowiedź pewnego rodzaju pojedynku między nimi, który ma rozpocząć się 30 lipca.

W telewizji pojawiła się reklama w formie ciekawego teasera. Wszystko wskazywało na pojawienie się nowego, kulinarnego show – panie domu, kucharze amatorzy, poszukiwacze nowych smaków już zacierali ręce. Czekali aż do 30 lipca, kiedy rozwiały się wszelkie wątpliwości. Wydaje mi się, że nastąpił też moment pewnego rodzaju zawiedzenia (?). Ludzie spodziewali się kulinarnego show, a tymczasem zderzyli się z reklamą supermarketu.

I w tym miejscu przechodzimy do meritum. To zawiedzenie nie mogło trwać dłużej, ponieważ marce Lidla udało się stworzyć kulinarne show na miarę XXI wieku.  Show, którego treść idealnie przepływa przez wiele kanałów komunikacji – świetny serwis http://www.kuchnialidla.pl, liczne filmy na YouTube, dobrze prowadzony fanpage na Facebooku, czy otwarty czat z kucharzami (twarzami marki). Do tego dochodzą ogólnokrajowe stacje TV i radiowe, prasa, outdoor i wszelkiego rodzaju POSM. Przepływ przez tak liczne kanały zwiększa oczywiście możliwość trafienia do najszerszego i zróżnicowanego (!) grona odbiorców… Ale skupmy się na contencie funkcjonującym w sieci. Z jednej strony jest to nadal (tylko) reklama, a z drugiej wielka maszyna napędzająca kulinarne show. Podkreślę, że każdy nowy filmik z Okrasą i Pascalem, atrakcyjny post na Facebooku, przepis na stronie www jest niczym innym jak reklamą Lidla. I tu tkwi sedno sukcesu kampanii – ludzie chcą to oglądać, uczestniczyć i śledzić! Wchodzą na kuchnialidla.pl z nadzieją, że pojawiły się kolejne filmiki z trickami i przepisami, śledzą fanpage, uczestniczą w życiu marki. Tak właśnie powinna wyglądać reklama w nowych mediach, która prędzej, czy później wypchnie tę tradycyjną (lub już wypycha). 

Jestem bardzo ciekaw efektywności kampanii „Pascal vs Okrasa” wyrażonej wzrostem (bądź spadkiem) sprzedaży w całej sieci…. Lecz jestem pewny efektowności tej akcji i sądzę, że marka Lidl zyskała ogromnego plusa w rubryce „wizerunek”.  Ostatnim elementem schematu całej kampanii była „kontynuacja przekazu(…)”. W tym miejscu chciałbym pochwalić fanpage Lidla. Odbiega on co prawda od „tradycyjnej szkoły fanpage’a firmowego”, lecz ważne jest to, że wcale na tym nie traci! Posty są długie, często zawiłe, a czasem nawet nie wnoszące żadnej wartości. Mimo tego, przez ostatni miesiąc liczba followerów tego fanpage’a powiększyła się o 100 tysięcy (obecnie wynosi 221 984), lecz co ważniejsze – są to fani aktywni. Podoba mi się ciągła interakcja między Lidlem, a fanami (w tym odpowiedzi na słowa krytyki) – duży plus za pozytywne zaistnienie w strefie social.

Podsumujmy:
– ciekawa kampania reklamowa oparta na prostym schemacie.

– bardzo dobra kontynuacja przekazu i obustronna komunikacja w sieci.

– podkreślę jeszcze raz: zapowiadało się, że będzie kulinarne show i w gruncie rzeczy mamy kulinarne show na miarę XXI wieku (z tym, że pod banderą sieci supermarketów).

– czekamy na sprawdzenie efektywności całej akcji.

– kampania z pewnością świetnie wpłynęła na wizerunek firmy.

– przyszłością reklamy jest to, że ludzie z własnej woli będą ją chcieli odbierać.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o pierwszy nieśmiały wpis na blogu New Media Follower.

autor: Piotr Sztompke





Witaj świecie! – New Media Follower

19 08 2012

  Blog można ożywić na dwa różna sposoby. Pierwszy z   nich to wpis powitalny – o czym będziemy pisać,  co nas interesuje, czego oczekujemy. Drugi sposób to ominięcie wszelkiego rodzaju wstępów i napisanie z grubej rury to co nam na sercu leży. Osobiście zdecydowałem się jednak na opcję numer 1.

 Tematyka bloga New Media Follower, jak sama nazwa wskazuje będzie sięgała zagadnień z obszaru social media, mediów konwergentnych, projektów crossmediowych, współczesnego marketingu i jego ciekawych przykładów. Jednak nie traktujmy tego wpisu jako wzoru – powyższe przykłady stanowią dla mnie jedynie pewnego rodzaju wytyczne.

 Nie zabraknie wpisów o ciekawych kampaniach reklamowych (zapewne w kolejnym wpisie na ruszt trafią ostatnie akcje Lidla), recenzji aplikacji mobilnych, a nawet luźnych rozmyśleń na temat przenikania świata wirtualnego do rzeczywistości.

 Myślę, że każdy kto stara się aktywnie uczestniczyć w otaczającym go świecie znajdzie tu coś dla siebie. To o czym zamierzam pisać dotyczy każdego z nas! Nie tylko marketingowców, geeków, fanów social media. Jeśli czytasz ten wpis, to znaczy że funkcjonujesz w złożonym świecie zwanym siecią, a jeśli w nim żyjesz to obszar tego bloga dotyczy też Ciebie 🙂

 Od zmian ku cyfryzacji i mobilności nie uciekniemy. Zmiany dotyczą wszystkiego – od urządzeń technologicznych do sposobu myślenia i funkcjonowania w codziennym życiu. Dlatego też warto być z nimi na bieżąco.

autor: Piotr Sztompke